Dziennikarz handlował zniczami bez zezwolenia. Zamieścił relację w internecie. „Wiem, czy się opłaca”

Fot. pixabay.com

Dziennikarz działu finanse „Wirtualnej Polski” Witold Ziomek chciał przekonać się, czy nielegalny handel pod cmentarzem jest opłacalny. W tym celu kupił w markecie znicze i kwiaty, a następnie przez kilka godzin sprzedawał je w okolicach warszawskiego cmentarza. Swoje spostrzeżenia opublikował w sieci.
„Sezon na nielegalny handel pod cmentarzami można uznać za otwarty. Postanowiłem na własnej skórze sprawdzić, czy mimo kar jest on opłacalny. Maksymalna kara to 500 złotych. Zyski przekraczają 1 000 zł dziennie” – napisał Witold Ziomek w tekście zatytułowanym „Cmentarny biznes na nielegalu. Mandat można wliczyć w koszty”. Dziennikarz podzielił się z czytelnikami swoją nietypową przygodą. Trzeba przyznać, że wnioski są naprawdę ciekawe.

Handel pod cmentarzem – ile można zarobić?

Dziennikarz kupił w markecie zgrzewek zniczy o różnych kształtach i wielkościach oraz sześć doniczek z chryzantemami. Za całość zapłacił 427 złotych. Najtańsze znicze kupił po 84 gr za sztukę, postanowił sprzeda je po 3 zł/szt. Jedna doniczka kwiatów kosztowała 12 złotych. Początkowo sprzedawał je za 18 zł, później obniżył cenę do 15 złotych.

Dziennikarz handel pod cmentarzem rozpoczął na Ursusie po godz. 8 rano, przy parkingu. Zaobserwował, że ruch jest duży, ale klientów mało, ze względu na to, że do Wszystkich Świętych zostało jeszcze kilka dni. Większość osób miała ze sobą sprzęt do sprzątania grobów. W ciągu dwóch godzin redaktor WP sprzedał kilka zniczy, cztery wkłady i trzy doniczki kwiatów. Na straganie spędził cztery godziny.

Mandat za nielegalny handel pod cmentarzem

Dziennikarz relacjonuje również spotkanie ze Strażą Miejską. Za brak zezwolenia na handel funkcjonariusze ukarali go mandatem w wysokości 50 złotych. Co istotne, maksymalna wysokość mandatu za to przewinienie wynosi 500 złotych. Od strażników miejskich dziennikarz dowiedział się, że rzadko sięgają oni po ten najwyższy wymiar kary. Robią to tylko w przypadku niepokornych sprzedawców, którzy awanturują się i usilnie łamią prawo.

ZOBACZ:
Kinga Duda w Białym Domu. Wszyscy mówią o jej kreacji

Jak podkreśla dziennikarz „Wirtualnej Polski”, gdyby sprzedał całą zawartość bagażnika, odliczając koszty zakupu towaru zarobiłby prawie 1000 złotych. Wnioski nasuwają się same. Nawet gdyby uznać, że otrzymanie mandatu jest pewne, nielegalny handel wciąż się opłaca.

Cały tekst z dokładnym opisem eksperymentu można przeczytać TUTAJ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here