Schetyna i Tusk zapadną się pod ziemię. To miało nigdy nie wyjść na jaw

Grzegorz Schetyna i Donald Tusk
Grzegorz Schetyna i Donald Tusk

Opozycja żyje obecnie głównie z tropienia afer Prawa i Sprawiedliwości. Tymczasem na jaw wyszły właśnie tajemnice rządu PO-PSL, które Grzegorz Schetyna i Donald Tusk woleliby zabrać do grobu. Jak, i czy w ogóle, się z tego wytłumaczą?

Nic tak nie irytuje Polaków, jak hipokryzja polityków. Niestety, nadal wielu z nas nie dostrzega jej w poczynaniach swoich ulubieńców. Szczególnie ślepi na zakłamanie zdają się być niektórzy zwolennicy Platformy Obywatelskiej i Koalicji Europejskiej.

Bo jako główny argument broniący polityków PO używają najczęściej przykładów analogicznych zachowań przedstawicieli innych opcji. Czy tym razem dostrzegą gigantyczną hipokryzję „obrońców demokracji”? Nie łudźmy się – prawdopodobnie w większości nie. Faktem jest jednak, że informacje właśnie ujawnione nie są – mówiąc oględnie – dobrym preludium dla opozycji przed powrotem do kraju Donalda Tuska.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Juncker wkopał Tuska! Eurodeputowany zdradza, co stało się w Brukseli

Ma przecież walczyć o prezydenturę. A pomimo, że Platforma Obywatelska nie rządzi już od ponad trzech lat, kolejne trupy z szafy wciąż wypadają. Donald Tusk i Grzegorz Schetyna, który tak ochoczo wytyka dziś pazerność i niegospodarność politykom PiS, będą musieli się teraz gęsto tłumaczyć. Wyszło bowiem na jaw, co działo się w NBP za ich rządów.

CZYTAJ TAKŻE:
Patryk Jaki: 75 proc. polskiego prawa powstaje w Brukseli

Niekompetencja i kolesiostwo w ministerstwach? To jeden z najczęstszych zarzutów obecnej opozycji wobec rządu Zjednoczonej Prawicy. Walka z takimi zjawiskami byłaby nawet godna pochwały, gdyby nie… no właśnie. Gdyby nie fakt, że ci, którzy tak mocno stoją dziś na straży uczciwości i prawidłowego funkcjonowania instytucji publicznych, kilka lat wcześniej zarządzali nimi w o wiele gorszy sposób.

Gigantyczna hipokryzja wyszła na jaw. Co na to Tusk i Schetyna?

Najgłośniejsza w ostatnim czasie awantura – NBP. Opozycja omal nie spaliła na stosie „pisowskiego” prezesa Narodowego Banku Polskiego za przyznanie pracownikom horrendalnie wysokich pensji. Grupy polityków PO dumnie ustawiały się przed telewizyjnymi kamerami, by przekazać rodakom, jak mocno walczyć będą o wyciągnięcie konsekwencji. Szkoda tylko, że nie wobec samych siebie.

Okazuje się bowiem, że również za rządów PO-PSL i prezesury prof. Marka Belki najważniejsi pracownicy byli hojnie wynagradzani. Szef gabinetu potrafił dostać podwyżkę w wysokości 100 tys. zł, a w ostatnim pełnym roku pracy zarobił ok. 733 tys. zł. Informacje te podaje m.in. serwis Money.pl

CZYTAJ TAKŻE:
TVP szykuje coś wielkiego! Przeciwnicy telewizji publicznej dostaną szału

Sławomir Cytrycki był jednym z bliskich współpracowników Belki. Podczas gdy Marek Belka był premierem, ten był szefem kancelarii KPRM. Z kolei po objęciu przez „czołowego ekonomistę kraju” stanowiska prezesa NBP, Sławomir Cytrycki stał się jego prawą ręką. Kierował gabinetem Belki od 2010 do 2016 r. Dzięki ujawnieniu danych przez NBP, dowiedzieliśmy się, ile wtedy zarabiał.

W 2011 r. jego roczna pensja brutto wyniosła nieco ponad 530 tys. zł. Rok później już prawie dobiła do 600 tys. Rok później było jeszcze lepiej – 636 tys. W kolejnym roku jego pensja jednak się nieco zmniejszyła, o ok. 10 tys. Jednak w 2015 r. w ostatnim na tym stanowisku, Sławomir Cytrycki zarobił ponad 733 tys. zł. To daje mniej więcej 61 tysięcy zł miesięcznie brutto – podaje Money.pl

  1. Ewa Minge rozwścieczyła miliony. Odniosła się do słów polityka PiS
  2. Kidawa-Błońska krytykuje przekop Mierzei. Młody działacz PiS zrównał ją z ziemą
  3. Dramat Neumanna i Schetyny. Beata Szydło Szydło zamieściła niewygodne fakty