Kolejne szokujące słowa. Łukaszewicz idzie na wojnę z prawicą?

Olgierd Łukaszewicz, partia Wiosna
Olgierd Łukaszewicz, partia Wiosna

Najpierw były słowa o bezgranicznym zaufaniu do Niemców, a teraz to… Aktor Olgierd Łukaszewicz dopiero się rozkręca? Prawica już za nim nie przepada, a po najnowszej wypowiedzi znanego aktora zapewne lepiej nie będzie.

Mnóstwo aktorów i przedstawicieli szeroko rozumianego środowiska artystycznego doznało już społecznego linczu za wypowiedzi o zabarwieniu politycznym. Olgierd Łukaszewicz jest jednak jednym z tych, którzy wchodzą do polityki z pełną świadomością. Aktor wierzy w wartości unijne i chce przeciwstawić się ideologii prawicy.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Żarty się skończyły. Paweł Rabiej stanie przed sądem

Niedawno udzielił wypowiedzi, która – szczególnie po prawej stronie Internetu – odbiła się szerokim echem. Słowa o tym, że Niemcy chcą i muszą być liderem w UE, gdyż na ich przodkach spoczywa szczególne brzemię, zapamiętamy na długie lata. Łukaszewicz wierzy bowiem, że właśnie w związku z grzechami przeszłości, władze w Berlinie czują się odpowiedzialni za zachowanie pokoju i dobrobytu w Unii.

Olgierd Łukaszewicz przedstawił postulaty i uderzył w PiS

Kurz po tych słowach jeszcze nie opadł, a Olgierd Łukasiewicz już idzie za ciosem. Kandydat partii Wiosna w wyborach do Parlamentu Europejskiego był dziś gościem programu „Onet rano”. Opowiadał m.in. o swojej kandydaturze i zbliżającej się kampanii.

Olgierd Łukaszewicz przedstawia postulaty całkowicie sprzeczne z tymi, które forsują środowiska prawicowe. Jednakże propozycje, które zapowiedział dziś w rozmowie z Piotrem Kędzierskim, bez wątpienia rozwścieczą większość osób o poglądach prawicowych.

Bo mówił nie tylko o tym, że głosowanie na PiS może w praktyce oznaczać opuszczenie Unii. Wspomniał też, że „gdybym wszedł do PE, to będę wierny ideałom Wiosny, ale chciałbym wnieść postulat, żeby […] wprowadzić mechanizmy, abyśmy się federowali”.

Tak. Olgierd Łukaszewicz będzie lobbował za przekształceniem Unii Europejskiej w jedno państwo, będące federacją. Zapewne zarządzaną przez „rząd centralny” w Brukseli. Czy wówczas unikniemy konfliktów i sporów wewnątrz tzw. wspólnoty? Być może tak, przynajmniej doraźnie. Bo wiemy, jak to z wolnością słowa i wyboru jest w federacjach, w których zrzeszono mnóstwo różnych nacji, kultur i wyznań.