Tragedia Dominiki Tajner-Wiśniewskiej. „Nie byłam pewna, czy mój syn będzie żył”

0

Ostatnie tygodnie były dla Dominiki Tajner-Wiśniewskiej wyjątkowo trudne. Najpierw mąż, Michał WIśniewski, poinformował ją o złożeniu pozwu rozwodowego, a teraz media obiegła informacja o poważnej chorobie jej syna. Wygląda na to, że sytuacja jest naprawdę poważna.

Informacje na temat tego, że w małżeństwie Wiśniewskich dzieje się źle pojawiły się w kilka tygodni temu. Wówczas Dominika Tajner-Wiśniewska opublikowała tajemniczy wpis na Facebooku. Przyznała w nim, że jej mąż, Michał Wiśniewski, złożył pozew rozwodowy.

Kilka godzin później wpis zniknął jednak z jej profilu. Większość internautów była przekonana, iż mieliśmy do czynienia z głupim żartem, jednak milczenie postanowiła przerwać sama zainteresowana. W rozmowie z serwisem Wirtualna Polska przyznała, że jej mąż faktycznie złożył pozew o rozwód.

– Mój mąż złożył pozew rozwodowy. Nie spodziewałam się, że tak to się skończy. To jest dla mnie bardzo trudna sytuacja. Dla każdej znanej osoby zresztą jest to podwójnie trudne – powiedziała.

Teraz okazało się, że jedyny syn Dominiki, Maksymilian, ciężko zachorował. Atak choroby wypadł niefortunnie w okres urlopów i świąt, przez co początkowo trudno było znaleźć lekarza, który mógłby właściwie zdiagnozować, co dolega 13-latkowi.

Syn Dominiki Tajner-Wiśniewskiej trafił do szpitala

Kilka dni temu syn 42-latki stracił przytomność i został przewieziony do jednego z warszawskich szpitali, gdzie trafił na OIOM. Choroba syna kompletnie wytrąciła Dominikę z równowagi. Wygląda na to, że stan zdrowia Maksymiliana powoli się poprawia, choć wciąż nie wiadomo, co dokładnie mu dolega.

Dominika postanowiła opublikowała na Instagramie wpis, w którym wytyka reporterom i fotografomkompletny brak empatii w obliczu tragedii, która ją spotkała.

ZOBACZ:
Ciche przyzwolenie na hejt? Schetyna skomentował wystąpienie Jażdżewskiego

„Dosłownie przed godziną personel szpitala poinformował mnie, że przed drzwiami oddziału stoją panowie z aparatami. Kilka minut później dzwoni do mnie dziennikarka z pytaniem, czy mój syn bierze dopalacze. K***a! Czy naprawdę żadna z tych osób nie ma serca? Czy w dzisiejszym świecie są jeszcze ludzie, którzy kierują się czymś, co nazywamy wartościami? – pyta Tajner.

„Ludzie! Trzy dni temu nie byłam pewna, czy mój syn będzie żył! Nie życzę nikomu tego, co czułam i czuję nadal. Stan Maksa poprawia się z każdą godziną, ale potrzebujemy teraz bardzo dużo spokoju, żeby wygrać wojnę z jakimś gównianym choróbskiem, które atakuje mojego syna. Nie są to żadne dopalacze ani substancje psychoaktywne. Nie godzę się na żerowanie na czyimś nieszczęściu!” – napisała.

Na koniec Dominika Tajner zagroziła, żebędzie wyciągała konsekwencje ze wszystkich zachowań, które źle wpływają na nią i Maksymiliana. Podziękowała też bliskim oraz fanom za wsparcie.