Klientka wściekła po obiedzie u Gessler. Ujawniła szokującą prawdę

19
Magda Gessler Kuchenne rewolucje

Magda Gessler wyrobiła sobie na przestrzeni dekady taką renomę, że jej restauracje właściwie nie potrzebują już reklamy. Autorka kultowych „Kuchennych rewolucji” w TVN regularnie spija śmietankę. Zasłużenie, gdyż genialnie podbiła serca widzów swoim kulinarnym show. Coraz częściej jednak pojawiają się wokół niej kontrowersje.

Magda Gessler, startując przed laty ze swoim programem, przełamała pewne tabu. Dowiedzieliśmy się rzeczy, których nikt dotychczas nie pokazał. Znaliśmy je jedynie z opowiadań. W 2010 roku Polska doznała niemałego szoku. W taki bowiem sposób nikt jeszcze nie pokazywał kulis pracy lokali gastronomicznych, w których wszyscy bywamy.

Każdy zna i prawie każdy lubi oglądać „Kuchenne rewolucje”. Dowodem tego jest gigantyczna oglądalność show Magdy Gessler. To imponujące, że w czwartkowe wieczory potrafi przyciągać przed ekrany miliony widzów. Dla TVN to prawdziwa żyła złota. Nic więc dziwnego, że Polacy – na wieść o tym, że Gessler prowadzi własne restauracje – ochoczo je odwiedzają.

ZOBACZ:
Biedronka wycofuje hitowy produkt? Klienci będą wściekli

Bodaj najbardziej znaną restauracją, której właścicielką jest Magda Gessler, jest „U Fukiera”, usytuowana przy Rynku Starego Miasta w Warszawie. To właśnie tam najczęściej widzowie „Kuchennych rewolucji” wybierają się, by na własne oczy, a także kubki smakowe, przekonać się o jakości, jakiej od uczestników swojego show wymaga kontrowersyjna prowadząca.

Magda Gessler znów pod ostrzałem

Niestety, nie wszyscy klienci są zachwyceni. I o dziwo kontrowersji nie wzbudzają same ceny. Wszyscy raczej wiedzą, na co się piszą, wybierając się do ekskluzywnych, znanych w całym kraju lokali. Jednakże mało kto spodziewa się „haczyków”, jakie czekają na klientów w restauracji Magdy Gessler. Jedna z internautek opisała swoją wizytę i bynajmniej nie wyraziła opinii, która przysporzyłaby gwieździe TVN klientów.

ZOBACZ:
Eksperci: przed nami III wojna światowa. Putin naprawdę to zrobił!

„Informacja o doliczanej opłacie „za serwis” zawsze jest gdzieś na marginesie, małym druczkiem. Nie chcę być skazana na konieczność doszukiwania się jej za każdym razem, gdy wchodzę do nowej knajpy. Spodziewam się takich cen, jakie podane są przy daniach w menu. Jeśli restauratorowi brakuje kasy na wynagrodzenie dla obsługi, niech podniesie ceny potraw o 10% a nie oszukuje klienta. Bo dla mnie to jest zwykłe oszustwo” – napisała pod jednym z wątków w serwisie Segritta.pl oburzona klientka.

Autorka tej wyrazistej opinii zaznaczyła, że więcej nie odwiedzi restauracji, które swoim nazwiskiem firmuje Magda Gessler. Czytamy, że nie da się zaufać restauratorowi, który automatycznie dolicza rachunek, w dodatku niezbyt czytelnie informując o tym klienta.

źródło: Segritta.pl

19 KOMENTARZE

  1. Od kiedy w Polsce jest przykaz dawanie kieszonkowego kelnerom? Czy to no wy wymysl Gessler czy PiSu ,a może jest na to nowy paragraf bo jak wiem to nawet we Francji daje się kieszonkowe wtedy kiedy będę uważał że kelnerowi się należy A ty gesslerowa wymyśliła do rachunku dopisać ! Czy aby to nie podlega zaskarżeniu ?

    21
    6
  2. Widać ‚Pani’ rzadko bywa w dobrych restauracjach. W Europie 10% napiwku to norma ale, że Polacy to buce, więc trzeba im to napisać! Mnie to nie tyle irytuje co smuci, że restauracje muszą pisać, iż napiwek za obsługę to kasa a nie kondomy czy żetony na myjnię!

    7
    18
  3. Gessler przeprowadzała w mojej restauracji „rewolucje”. Program Kuchenne Rewolucje jest pięknie spreparowany od niby-gości z ulicy którzy są statystami tv po niby-wystruj Gessler który tak naprawdę wykonują zawodowi dekoratorzy wnętrz. Gessler jest mało profesjonalna i bezczelna. Wszystko jej reżyserowane, dialogi ustawiane przez tv. Kuchenne rewolucje to jedna wielka ściema! Co do Fukiera – mało, drogo i niesmacznie, sanepid miałby co robić bo kurz zalega tu i ówdzie, stoły i zastawa też pozostawiają do życzenia. Obsługa niezbyt kompetentna.

    26
    4
  4. Ta Pani napawa mnie obrzydzeniem jak traktuje ludzi w tym szoł a jej restauracje są dla frajerów którzy chcą błysnąć że tam stracili kasę bo bo zjeść smacznie i tanio można w wielu miejscach w Warszawie!

    18
    2
  5. Zgadzam się absolutnie z komentarzem wyżej że Polacy rzadko chodzą do restauracji ..sam będąc kiedyś we Włoszech byłem zdziwiony automatycznym doliczeniem napiwku..teraz jest to dla mnie normalne a nawet przydatne gdyż często zastanawiamy się czy dycha napiwku to za mało czy za dużo.. a tutaj proszę 3.5 € problem z głowy jak nam super smakowało albo był kelner super uprzejmy dajmy mu jeszcze dychę ale dzięki opłacie za serwis nie musimy głowic się nad tą często krępująca myślą ile powinniśmy zostawić napiwku

    8
    7
  6. Napiwek to nagroda za obsługę która się podoba lub nie. Jeśli jest przymusowy nie jest nagroda i należy to wliczyć w cenę i tyle w temacie. Jeśli kogoś nie stać na płacenie pracownikom niech nie prowadzi restauracji

    22
    1
  7. Geneza napiwku jest taka: w US tak płacono niewolnikom, aby nie umarli z głodu, bo pracowali za darmo.
    Teraz pracownikom należy normalnie pensje płacić wliczoną w cenę potraw, a napiwek jest uznaniowy. Konsument da, to dobrze nie da, to też dobrze. Klient nasz Pan.
    Polscy to piękny naród. W US tylko money, money na oczach mają i rodzoną matkę by sprzedali.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here