Debata prezydencka Donald Trump – Joe Biden. Kto wypada lepiej?

Debata prezydencka Donalda Trumpa i Joe Bidena była bardzo burzliwa. Kandydaci rozmawiali między innymi o koronawirusie, przemocy i nierówności rasowej. Nie mogło zabraknąć także kwestii podatków Trumpa, które wciąż budzą kontrowersje.

Wczorajsza debata, z całą pewnością była jednym z najbardziej wyczekiwanych wydarzeń tego roku. Udział w niej wzięli dwaj kandydaci na prezydenta Stanów Zjednoczonych – Donald Trump i Joe Biden. Konfrontacja odbyła się w godzinach wieczornych w stanie Ohio, czyli około trzeciej w nocy czasu polskiego. Chwilami dyskusja była naprawdę gorąca, a wymiana zdań przeradzała się w krzyki i kłótnie.

Cała debata rozpoczęła się od pytań o Sąd Najwyższy. Po śmierci sędzi Ruth Bader Ginsburg, Donald Trump nominował Amy Coney Barrett znaną ze swoich bardzo konserwatywnych poglądów. Demokraci natomiast wolą poczekać z nominacją aż do ogłoszenia wyników wyborów. Donald Trump, któremu zależy na czasie, mógłby dzięki sędzi Berrett uzyskać większe poparcie. Pytany o tę decyzję odpowiedział jedynie, że „wybory mają konsekwencje”, a Republikanie, którym przewodniczy kontrolują, zarówno Biały Dom, jak i Senat. Joe Biden podkreślił również fakt, że w niektórych miejscach wybory prezydenckie już się rozpoczęły ze względu na pandemię koronawirusa. W tym momencie głos oddało już ponad milion osób.

Kolejną poruszoną kwestią była także pandemia koronawirusa. Joe Biden zarzucił Trumpowi, że za jego rządów zmarło tak wielu obywateli. Jego kontrkandydat uważa, że polityka obecnego prezydenta jest bezduszna i przede wszystkim źle prowadzona, a sam Trump nie ma żadnego planu na walkę z wirusem. „Nigdy nie wykonałbyś takiej pracy, jak my”– odpowiedział mu prezydent i podkreślił, że media cały czas traktują go niesprawiedliwie i celowo przedstawiają w negatywnym świetle. Biden zdenerwował się natomiast monologiem Trumpa i w pewnym momencie wtrącił „Czy ty zamkniesz się, człowieku?”, podkreślając nieprezydenckie zachowanie i brak kultury.

Donald Trump tłumaczył się z kwestii podatków

Sprawa niewygodnych podatków Donalda Trumpa wypłynęła po raz kolejny podczas debaty. Było do przewidzenia, że jego przeciwnik spróbuje to wykorzystać. „Mając w swej gestii 19 spółek i ogromne zyski, nie zapłacił skarbowi państwa należnych mu miliardów dolarów”- zaznaczył Biden. Chris Wallace – prowadzący debatę, od razu podchwycił temat. Spytał obecnego prezydenta ile federalnych podatków dochodowych zapłacił na przestrzeni 2016-17. Trump odpowiedział jedynie, że były to miliony dolarów, a potem zaznaczył również, że nie chce płacić podatków.

Donald Trump pytany był także o to czy jest w stanie potępić białych suprematystów. Bez wahania odpowiedział, że oczywiście, ale potem wyjaśnił, że przemoc nie jest problemem prawicy lecz lewicy, a Antifę określił jako niebezpieczną i zbyt radykalną. To kolejna kwestia, w której nie zgodził się z Joe Bidenem, który Antifę widzi jako ideę, a nie organizację samą w sobie.

Kandydaci dyskutowali również o stosunkach z Rosją. Rozmowa na ten temat wywołała naprawdę skrajne emocje. Biden nazwał Trumpa pieskiem Putina i zaznaczył, że ten boi się w jakikolwiek sposób przeciwstawić polityce Rosji. Kontrowersje budzi też sama forma głosowania korespondencyjnego, która potrwa aż do listopada. „Czy to się zmieni, czy będziecie mieli kolejne cztery lata kłamstw?”- pytał Biden. „Będzie oszustwo, jakiego jeszcze nie widzieliście”- odpowiedział Trump, zaznaczając, że tak długi okres głosowania korespondencyjnego, z całą pewnością zakończy się fałszerstwami.

ZOBACZ TAKŻE: