Kirgistan w ogniu protestów. Szykuje się kolejna Białoruś

Kirgistan protestuje

Kirgistan stał się areną brutalnych protestów, których powodem było nie dostanie się do parlamentu partii opozycyjnych.

Na wschodzie znowu rozlegają się huki wybuchów. Tym razem starcia odbywają się w Azji Centralnej, a konkretnej w Kirgistanie. To jedna z byłych republik ZSRR, która mierzy się co kilka lat z rewolucjami. Ostatnie dwie (2005 i 2010 rok) doprowadziły do zmiany władzy.

Powodem protestów jest oburzenie części elektorów na wyniki wyborów parlamentarnych, które uważają za sfałszowane. W ich wyniku wiele partii opozycyjnych nie dostało się do Dżogorku Kengesz. Jak wskazują protestujący, nie ma możliwości, aby takie wyniki zostały uznane za prawdziwe. Dlatego powzięli oni akcje mające na celu wymuszenie na głowie państwa nowych wyborów. Zajęto Biały Dom (parlament i miejsce urzędowania prezydenta) oraz budynek Komitetu Bezpieczeństwa Narodowego, w którego areszcie była przetrzymywana poprzednia głowa państwa. Demonstranci zostali jednak szybko wyparci z obu budowli, choć zdążyli zawczasu je obrabować.

Poprzednik Suronbaja Dżinbekowa, Ałmazbek Atambajew, został skazany w czerwcu na 11 lat więzienia za nadużycia władzy. Jednak powodem wyroku, który wskazuje opozycja jest rozgrywka polityczna w elitach państwa. Ponieważ obaj panowie wywodzą się z jednej i tej samej partii, jest to starcie, które może mieć nieoczekiwane konsekwencje dla regionu. Jeśli przewrót dojdzie do skutku, może również dojść do upadku monolitu Socjaldemokratycznej Partii Kirgistanu, która co prawda wygrała wybory, ale jedynie kilkuprocentową przewagą głosów.

Kirgistan to ważny punkt na mapie Azji Centralnej

Suronbaj Dżibekow zapowiedział, że policja nie użyje broni przeciwko protestującym. Jak na razie udaje się to całkiem dobrze, gdyż rany odniosło tylko 16 osób. Ponadto obecny prezydent zapowiedział możliwość dokonania powtórnych wyborów parlamentarnych. Kirgistan zatem ma pokojową drogę do przekazania władzy.

Pytaniem otwartym pozostaje jak potoczą się dalsze losy protestów. Najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest dalsze trwania protestów i sukces, sądząc po historii protestów w tym państwie. Ciągle nieodgadniona jest pozycja Rosji w całym konflikcie. Również Turcja ma swoje interesy w regionie. Oba te państwa będą zaciekle walczyć o swoją rację stanu. Tym bardziej patrząc na to co się dzieje między Armenią, a Azerbejdżanem, możemy spodziewać się tutaj brutalnych rozruchów z zaangażowaniem zewnętrznych stron.

Zobacz także: