Byłem przed domem Kaczyńskiego. Oto, co naprawdę robi tam Policja

Manifestacja Dom Kaczyńskiego 23 października 2020 Policja

W nocy z czwartku na piątek wściekły tłum dotarł przed dom Jarosława Kaczyńskiego na Żoliborzu. Manifestacja związana z najnowszym orzeczeniem Trybunału Konstytucyjnego była widzialna i słyszalna z kilku kilometrów. Na miejscu zjawiło się kilkadziesiąt policyjnych samochodów i niezliczona liczba funkcjonariuszy. Jak naprawdę zachowuje się polska Policja?

Jako, że w stolicy mieszkam od niedawna, nie zdarzało mi się wcześniej bywać na protestach czy to pro-, czy antyrządowych w Warszawie. Stąd też, gdy Klaudia Jachira ogłosiła przed północą: „IDZIEMY NA ŻOLIBORZ, CHODŹCIE Z NAMI!!!” – poszedłem. Chciałem zobaczyć, jak to wygląda naprawdę. Gdyż – jak wiadomo – w relacjach dużych telewizji przekaz różni się diametralnie.

Polska Policja kontra manifestanci. Jak zachowują się stróże prawa?

Zawsze, gdy do walki zagrzewają ruchy feministyczne, Koalicja Obywatelska, Antifa czy *świeć Panie nad jego duszą* KOD – wraca temat agresji Policji. Takowej dziś nie zaobserwowałem, choć demonstrację obszedłem wzdłuż i wszerz kilka razy. Wiem natomiast jedno: gdy obudzę się rano, po internecie będą już krążyły filmowe zapisy oburzających pacyfikacji, krzyczących kobiet i dzieci. Skąd się takie materiały wezmą? Otóż w ciągu 1,5 godziny, jakie spędziłem na żoliborskiej manifestacji, zauważyłem przy kordonie funkcjonariuszy co najmniej trzy osoby (wszystkie to kobiety), które – takie odniosłem wrażenie – niemal obrały sobie za cel wyprowadzenie policjantów z równowagi. Pięć metrów dalej znajdował się operator kamery TVN24, nadającej na żywo.

Policja Dom Kaczyńskiego

Wrzeszczenie prosto w twarz, tradycyjne pytania „jak wam nie wstyd”, nawiązywanie do rodzin funkcjonariuszy, które „na pewno się za nich wstydzą”, a nawet próby przedarcia się przez kordon. Podejmujący takie próby najczęściej stają się męczennikami i bohaterami antyrządowych mediów. Policja ma przecież za zadanie blokować wstęp na posesję czołowego polskiego polityka. I nie może brać pod uwagę, jakie poglądy polityczne ma potencjalny agresor. Co rozkoszne, ludzie opluwający i znieważający policjantów (m.in. pokazując co rusz soczysta „faki”), za moment krzyczą o wolności i wznoszą okrzyki (sic!) „Państwo prawa!”. Natomiast pani z „oko.press” zbliża telefon, którym nagrywa policjanta, na kilka centymetrów do jego twarzy. Ach, jak świetny byłby materiał, gdyby policjant odruchowo machnął ręką, by odgonić sprzed nosa owada namolną babę.

Manifestacja przed domem Kaczyńskiego. Czy tu biją?

Służcie obywatelom! Wstyd! – krzyczeli zwolennicy opozycji. Ale o to się rozchodzi, że ci ludzie właśnie obywatelom służą. A mianowicie większości, która wybrała Zjednoczoną Prawicę. Drugi raz z rzędu zresztą. Wygląda jednak na to, że najbardziej inteligentna warstwa społeczna (a przynajmniej uważająca się za taką) nie jest w stanie pomieścić w głowie kilku zmiennych na raz. Mianowicie:

  • Nie wszyscy chcą zatłuc Jarosława Kaczyńskiego. Niektórzy obywatele nawet faceta cenią. A jeśli ktoś chce zatłuc obywatela, nawet takiego, który jest szefem PiS, Policja ma obowiązek interweniować.
  • Ich poglądy nie są jedynymi słusznymi i nie czynią z nich jedynych obywateli, którym winny służyć formacje mundurowe.
  • Wykonywanie sumiennie swojej pracy nie jest powodem do wstydu.
  • Policja służyła ich pupilom równie lojalnie, a może nawet bardziej, niż służy obecnej władzy. Do prawicy walono gumowymi kulami. Nie jeden narodowiec zebrał po nerach kilkoma pałkami na raz.

Konkluzja: nie, nie biją. Choć niektórzy naprawdę robią wszystko, by wyłapać cios pałką w czaszkę. Mundurowi są jednak niezwykle cierpliwi, co widać na naszych materiałach transmitowanych na żywo z Żoliborza:

https://www.facebook.com/OTOPRESSpl/videos/851328025614161/

https://www.facebook.com/OTOPRESSpl/videos/1010667199450754

Faceci – zgodnie z zaleceniami – z kamiennymi twarzami stoją i pilnują. Niczym strażnicy Królowej Elżbiety II. Wrzaski, szturchanie, w skrajnych przypadkach opluwanie. Gdy policjant nie zareaguje, „cała prawda całą dobę” tego nie pokaże. Materiał pójdzie do kosza, zniszczone zostaną wszelkie nośniki. Jeśli natomiast po ludzku coś w nim pęknie, bo przed chwilą ktoś zwymyślał go na trzy pokolenia wstecz, napluł mu w przyłbicę, nazwał faszystą i pokazał fucka, wówczas wstrząsający materiał zarejestrowany przez rodzimych najemników, powędruje do „Washington Post”, a Donald Tusk, Anne Applebaum i inni wielcy tego świata, na Twitterze nie omieszkają skomentować poczynań autorytarnej władzy.

Kończę tekst, tymczasem Wyborcza.pl ogłosiła wojnę

O kurczaki, wykrakałem! Nie zdążyłem jeszcze skończyć tekstu , który właśnie czytacie (jest 2:20 w nocy, niedawno wróciłem z Żoliborza), a Wyborcza.pl już zdążyła ogłosić… wojnę! I, o rany! Te policyjne bydlaki użyły gazu wobec ludzi, którzy skakali im do gardeł. Co na to Bruksela?! Spójrzcie tylko na to cudeńko:

Może trafniej byłoby napisać „wojna z feministkami”? Bo, jak na ironię, większość kobiet, które znam, nie chce identyfikować się ekstremistkami, które trafiają na jedynki lewicowych portali i pchają się na pierwszy front. Łatwo mówić „Polska to nie PiS, bo nie wszyscy głosowali na PiS”. Trudniej już przyznać, że te zadymiary nie reprezentują wszystkich kobiet, a – w skali całego kraju – dość wąskie ekstremum.