Krzysztof Piątek w wielkich opałach. Niemcom kończy się cierpliwość?

Krzysztof Piątek

Krzysztof Piątek wrócił do składu Herthy Berlin. Zawodnik wykorzystał kontuzję swojego rywala, Jhona Cordoby. Niestety wiele wskazuje na to, że sytuacja naszego napastnika nadal nie jest najlepsza.

Popularny „Piona” wyszedł wczoraj w pierwszym składzie Herthy Berlin na mecz z Borussią Dortmund. Niestety, jego zespół otrzymał od ekipy BVB srogie lanie. Zawodnicy ze stolicy Niemiec stracili na własnym boisku aż pięć bramek. Swoim rywalom strzelili natomiast zaledwie dwie.

Oba gole dla Herthy były autorstwa Matheusa Cunhy. To oczywiście zła informacja dla kibiców reprezentacji Polski. Wielu z nich liczyło bowiem na to, że Krzysztof Piątek wracając do składu swojego zespołu zdobędzie gola w ważnym dla Herthy meczu. Nie udało się.

To jednak nie koniec. Wiele wskazuje bowiem na to, że Niemcom kończy się cierpliwość dla Piątka. Świadczą o tym oceny, które po meczu z BVB wystawili mu tamtejsi dziennikarze.

Krzysztof Piątek w tarapatach? Niemcy oceniają go surowo

O ocenę wczorajszego meczu z BVB w wykonaniu Piątka pokusił się serwis ligainsider.de. Dziennikarze byli dla napastnika bezlitośni. Przyznali mu bowiem bardzo niską ocenę. Ich zdaniem popularny „Piona” zasłużył na notę 4,5. To jednak nie jest najlepszy rezultat, ponieważ 1 to najlepsza ocena, natomiast 6 najgorsza. Taką samą ocenę Krzysztof Piątek uzyskał również od serwisu internetowego sport.de.

Takie rezultaty nie świadczą najlepiej o naszym napastniku. Wiele wskazuje bowiem na to, że Niemcom, póki co przynajmniej dziennikarzom, kończy się cierpliwość. Snajper przychodził przecież do Herthy z AC Milan za naprawdę wielkie pieniądze, tymczasem nie spełnia pokładanych w nim oczekiwań.

Zawodnik gra po prostu przeciętnie, strzela mało goli, a przecież właśnie z tego rozliczany jest napastnik. Piątkowi tego brakuje. Szansą dla Polaka miała być wspomniana wcześniej kontuzja Cordoby. Jego rywal o miejsce w składzie wypadł z zespołu, a fani mocno liczą na to, że Krzysztof Piątek go zastąpi. Nie można oczywiście skreślać naszego snajpera, aczkolwiek na ten moment trudno liczyć, by „Piona” podołał. Czas pokaże…