Eurowizja 2020. Ala Tracz: Valentina z Francji napisała do mnie na Instagramie

Alicja Ala Tracz i Valentina Francja Eurowizja 2020

Alicja Tracz nie dała Polsce trzeciego z rzędu zwycięstwa na Eurowizji Junior. Wiadomo było jednak, że powtórzenie po raz kolejny tego wyczynu, będzie niezwykle trudne. Tym bardziej, że widzowie i jury podświadomie mogło nie głosować trzeci raz na ten sam kraj. Z występu 10-latki możemy być jednak dumni. Jak mówi, na Instagramie rozmawiała nawet ze zwyciężczynią – Valentiną z Francji.

Ala Tracz dostatecznie udźwignęła presję i zebrała ogromne doświadczenie. Występ przed milionami widzów z całego świata to nie są przecież „rurki z kremem”. Jak przyznaje Alicja, tuż po zejściu ze sceny odebrała gratulacje od samej Roksany Węgiel. Dołączyła się do nich również Viki Gabor.

Roksana Węgiel na zdjęciu z Alą Tracz. Ludzi szokuje jeden szczegół

Eurowizja 2020: Ala Tracz o kontakcie na Instagramie z Valentiną z Francji

Valentina urodzona 6 kwietnia 2009 r. w Rennes, podbiła serca zarówno jurorów, jak i widzów na całym świecie. Nic więc dziwnego, że zdecydowanie wygrała. Nasza Alicja Tracz zajęła 9. miejsce. Przyznaje jednak, że będzie dobrze wspominać Eurowizję 2020, choć nie brakowało bardzo stresujących momentów.

W rozmowie z dziennikarzem serwisu Pomponik.pl, Alicja Tracz przyznała, który moment był dla niej najbardziej stresujący. Była to chwila, gdy przyznawano punkty. Trudno się dziwić, bowiem to właśnie wtedy rozstrzygały się losy Eurowizji 2020. Co konkretnie powiedziała Ala? Kiedy rozmawiała z Valentiną?

Oto, jak wygląda kuchnia w domu Pazurów. Padniecie z wrażenia (ZDJĘCIA)

Czuję się bardzo dobrze po zakończeniu konkursu. Emocje jeszcze nie opadły. Najbardziej stresującym momentem dla mnie było przyznawanie punktów. Viki i Roxie po zejściu z anteny bardzo mi gratulowały. Piosenka i występ Valentiny był bardzo fajny. My pisałyśmy na Instagramie wcześniej. Zapoznałyśmy się – powiedziała Alicja Tracz.

Mama naszej utalentowanej wokalistki nie kryła wzruszenia. Przyznała, że emocje były ogromne, ale rozczarowania nie było. Już przed konkursem rodzina zdawała sobie bowiem sprawę, że szanse na kolejne zwycięstwo Polski są niewielkie.

Artur Barciś: powrót "Miodowych lat"? Nie, dziękuję