Robert Biedroń szybko usunął ten wpis. Ale niesmak pozostał

Robert Biedroń
Robert Biedroń

Robert Biedroń uchodzi – a przynajmniej chce uchodzić – w naszym kraju za symbol empatii i tolerancji. Taki wizerunek kreuje sobie sam i pomagają mu w tym media bliskie lewicy. W piątek popisał się jednak wpisem, który był wyjątkowo nie na miejscu. Szybko go usunął, ale jak wiadomo – w internecie nic nie ginie.

Lewica oburza się za każdym razem, gdy ktoś kpi z niepełnosprawności, choroby czy orientacji seksualnej innych osób. Głosy oburzenia słyszymy jednak głównie wtedy, gdy kpiny dotyczą ludzi, których lewica lubi. Jeśli natomiast na celownik brany jest przedstawiciel środowisk konserwatywnych, to opory nie są tak duże.

Ten wpis Robert Biedroń usunął szybko. Screeny krążą jednak w sieci

Był prezydent Słupska, a także założyciel partii wiosna, który jest osobą LGBT, zakpił z choroby polityka Solidarnej Polski – Patryka Jakiego. Jak wiadomo, wczoraj Jaki ogłosił, że jest zakażony koronawirusem.

Jednakże Robert Biedroń, zamiast życzyć politycznemu oponentowi zdrowia, bądź też wcale nie komentować tej informacji, postanowił sięgnąć dna debaty publicznej. Nawiązał bowiem do… seksafery brukselskiej, w jaką uwikłali się m.in. politycy węgierskiej prawicy. Biedroń zasugerował, że Patryk Jaki zaraził się C-19 uczestnicząc w jednej z homoseksualnych orgii:

Skandaliczny wpis Biedronia cytuje między innymi portal PrawicowyInternet.pl. Nie ulega wątpliwości, że – jeśli Robert Biedroń i jego ludzie są z Polakami szczerzy – tego typu komentarz nie powinien pojawić się na profilu polityka, który obserwują setki tysięcy ludzi. Po raz kolejny przekonujemy się jednak, że polityka to nie jest prawda. Że wartości, które „z dumą” prezentują nam ludzie w teorii tolerancyjni i walczący z hejtem, to tak naprawdę mrzonki.

Rzeczony twitt został przez Biedronia szybko usunięty. Zdał sobie zatem sprawę z tego, że przyniesie mu on więcej szkody, niż pożytku. Co jednak, gdyby pod tym wpisem nie zaczęły pojawiać się w większości przejawy zażenowania, nawet ze strony sympatyków Biedronia? Mamy prawo sądzić, że wówczas lewicowy polityk nie usunąłby wpisu.