Przed śmiercią Krzysztof Krawczyk wypowiedział zdanie, które zapamiętamy na zawsze

Krzysztof Krawczyk ostatnie słowa

W poniedziałek Polskę obiegły przygnębiające wieści o śmierci Krzysztofa Krawczyka. Jak wielu cenionych artystów, Krzysztof Krawczyk wypowiedział w końcowej fazie życia słowa, które po jego odejściu nabierają szczególnego znaczenia. 

Ostatnie słowa, jakie Krzysztof Krawczyk skierował do swoich sympatyków, po jego śmierci dosłownie rozrywają serce. Legendarny polski wokalista, a także współczesny fenomen popkultury, odszedł z podobną klasą, z jaką żył.

Ranczo TVP. Jest nowy Kusy? Wybór aktora zaskoczy wielu Polaków

Krzysztof Krawczyk – ostatnie słowa artysty do fanów

Już wydawało się, że piosenkarz pokonał wirusa. Już mieliśmy nadzieję, że za kilka miesięcy znów zobaczymy go na scenie. Niestety, choroba okazała się silniejsza i 5 kwietnia 2021 r. jedna z ikonicznych postaci polskiej muzyki zmarła.

Pogrzeb Krzysztofa Krawczyka będzie inny. Fani artysty są wściekli po tej decyzji

Krzysztof Krawczyk zdążył jednak wrócić ze szpitala do domu i ukochanej żony. Niestety, przed śmiercią spędził w nim zaledwie kilka dni. To właśnie otoczony domowym ciepłem zamieszczał ostatnie wpisy w mediach społecznościowych.

W noc przed dniem śmierci artysta zaprosił do obejrzenia jego reczitalu z lat 90. w TVP. Wpis ten zakończył – jakże wymownie brzmiącymi dziś słowami – „Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej”. Dwa dni wcześniej natomiast Krzysztof Krawczyk zachwycał się, że jest już w swoim domu. – Kochani! Jestem w domu! Do mojej sypialni wpadają 2 promyki słońca: wiosenny przez okno i Ewunia przez drzwi. Dziękuję za modlitwę i życzenia! Zdrowia wszystkim życzę,nie dajmy się wirusowi! – pisał wówczas.

Pożegnanie Krzysztofa Krawczyka z żoną

Krzysztof Krawczyk zdawał sobie sprawę, w jak trudnej sytuacji zdrowotnej się znalazł. Nie był z gruntu pesymistą, natomiast docierało do niego, jak sytuacja może się skończyć. I wygląda na to, że myślał w tych chwilach bardziej o najbliższych, niż o sobie samym.

TVP Info cytuje bowiem słowa, które – tuż przed odejściem – muzyk miał wypowiedzieć do małżonki. „Krzysztof tracił przytomność. Z minuty na minutę było coraz gorzej. Zdążył jednak pożegnać się z Ewą. Ostatnie słowa, jakie do niej powiedział, to: „Moja kochana laleczko” – powiedział „Super Expressowi” menedżer artysty Andrzej Kosmala.

Jeśli tak było faktycznie, a trudno posądzać bliskiego współpracownika Krzysztofa Krawczyka o konfabulację, to sytuacja ta musiała wyglądać niezwykle wzruszająco, ale i dramatycznie. Krzysztof Krawczyk był blisko z żoną – bardzo go ona wspierała i ufała mu. Opowiadał o tym m.in. w rozmowie z Olą Kot z „Radia Eska”, która pytała, czy faktycznie fanki, nawet w 2019 roku, rzucały na jego scenę staniki. Artysta potwierdził i wytłumaczył młodej dziennikarce, że żona nie musi go pilnować, bo on pilnuje się sam.